Fargi pragnęła bardzo przekazać wiadomość - wiadomość dla samej eistai! - lecz z gorliwości pędziła za szybko w upale dnia. Po dotarciu do ambesed tak szeroko rozwierała usta i dyszała tak szybko, że nie mo¬gła mówić. Szarpana niepewnością, wychynęła na słońce, by po chwili cofnąć się do chłodnego cienia. Czy w pobliżu jest sadzawka? Była tak zmieszana, że nie pamiętała. Żadna z pobliskich fargi nie zwracała naj¬mniejszej uwagi na ruchy jej palców i grę barw we wnętrzu dłoni. Były samolubne, myślały tylko o sobie, nigdy nie pomagały innym fargi. Wysłanniczka rozgniewała się, niepomna, iż w podobnej sytuacji sama by się tak zachowała. W rozpaczy zaglądała do pobliskich korytarzy, aż w końcu znalazła pitny owoc. Wyssała z niego zimną wodę, a resztkami ochlapała ramiona i całe ciało. W końcu uspokoiła oddech i podjęła próbę mowy. - Eistao... przyniosłam ci wiadomość... Chrypliwie, lecz zrozumiale. Powoli, trzymając się cienia, krążyła po ambesed, przepychając się między gromadzącymi się fargi do pustej prze¬strzeni przed eistaą. Usztywniła swe ciało w postawie wyczekiwania, pro¬szenia o uwagę najwyższej dla najniższej. Vanalpe spostrzegła to i zainteresowała Vainte milczącą postacią. - Mów - rozkazała Vainte. Fargi zadrżała i wydusiła z siebie starannie zapamiętane słowa: - Eistao, przynoszę wiadomość. Wiadomość od karmiącej drapież¬nego ptaka. Wrócił. - Wrócił! - Vainte okazała zadowolenie, a fargi wierciła się radośnie, uważając w swej naiwności, że to ona jest tego powodem. Szybkim gestem Vainte przywołała inną fargi. - Znajdź Stallan. Ma natychmiast do mnie przyjść. Odwróciła się do fargi, która przyniosła wiadomość.