Gorzej. Zabrano go, zabrano siłą. Już dwa razy był na plażach. Wiedziały o tym te okrutne bestie, wiedziały, mówił im, błagał je, poka¬zywał im śliczne rzeczy, które robi, lecz tylko się z tego śmiały. Niektóre przekonał, lecz najwstrętniejszą z nich, z bliznami i szorstkim głosem, tę, która przewodzi łowczyniom, podnieciły sprzeciwy Alipola. Złapała go i stłumiła jego krzyki swym ohydnym ciałem. Byli tam cały dzień, upewniła się, cały dzień, widziałem. Upewniła się o jajach. Kerrick zrozumiał, że coś strasznego stało się z jego przyjacielem, nie wiedział jednak co. Esetta zapomniał o nim, kołysał się z zamkniętymi oczyma. Mruczał żałobnym głosem, potem zaczął śpiewać pieśń nasyconą przerażeniem. Za młodu poszedłem raz na plażę, i wróciłem, Drugi raz poszedłem, już nie młody, czy powrócę? Lecz nie po raz trzeci, proszę, nie, bo mało kto wraca. Nie ja, nie ja. Bo jeśli pójdę, wiem, nie wrócę. Esetta umilkł. Zapomniał, że Kerrick miał mu opowiedzieć o Inegban*, a może nie pragnął już słuchać o dalekim mieście. Odwrócił się, ignorując pytania Kerricka i odszedł. Kerrick wołał potem głośno, lecz nikt się już nie pojawił. W końcu wyszedł zatrzaskując za sobą drzwi. O czym mówił Esetta? Co na plaży zabiło Alipola? Nic nie rozumiał. Inlenu* drzemała na słońcu oparta o ścianę. Szarpnął ze złością za smycz, aż oprzytomniała, ziewnęła i powoli dźwignęła się na nogi.