Róbcie swoje - rozkazała Vainte treserce. Kerrick przekonał się nagle, iż nie jest tylko widzem. Chwyciły go i pociągnęły do przodu mocne kciuki. Drapieżnika drażnił widok i zapach krwawiących ciał, skrzeczał i ogłuszająco bił skrzydłami. Jedna z fargi odcięła z boku zarżniętego zwierzęcia kawał mięsa i rzuciła ptakowi. Ten chciwie wyciągnął po czerwony ochłap wolną łapę, przytrzymał szponami na poprzeczce i rwał krwiste kęsy. Wszystkie czekały, aż skończy. Kerrick wyrywał się, gdy ciągnięto go do przodu, niemal w zasięg skrwawionego, haczykowatego dzioba. - Szukaj, znajdź! Szukaj, znajdź! - wołała ciągle treserka, a Kerricka przyciągano jeszcze bliżej. Drapieżnik nie zaatakował, lecz obrócił głowę i utkwił w Kerricku zimne, szare oko. Podczas gdy wykrzykiwano rozkazy, wpatrywał się w niego nieprzerwanie. Zaczął mrugać i kiwać głową dopiero wtedy, gdy zamilkły polecenia. - Obróćcie grzędę w stronę tropu - nakazała treserka, po czym wy¬ciągnęła rękę i szybko zwolniła okowy. Drapieżnik wrzasnął, rozchylił nogi i wzbił się w powietrze potężnymi uderzeniami wielkich skrzydeł. Kerrick rzucił się w tył, gdy ptak spojrzał na niego, a treserka wykrzykiwała instrukcje. Ptak był dobrze wytresowany. Wzniósł się szybko, zatoczył jeden krąg i ruszył na północ. - Zaczęło się - powiedziała bardzo zadowolona Vainte.