Chodzi o Córy Śmierci, prawda? - Tak. Nie umarły - i coraz ich więcej. - W Alpèasaku też nie umierają. Początkowo ginęły, pracując ciężko wśród wielu niebezpieczeństw. Ale teraz, gdy miasto wzrosło i rozwinęło się, jest inaczej. Doznają ran, niektóre padają. Ale ginie ich za mało. - Zabierzesz ze sobą z powrotem największe grzesznice. Te, które przemawiają publicznie, nawracają. - Zabiorę. Ale każda, którą wezmę, oznacza jedną uzbrojoną fargi mniej. W Alpèasaku te nieumierające stworzenia będą mi zawadzać, bo nie zechcą pomagać w niszczeniu ustuzou. Są obciążeniem. - Tak jak dla Inegban*. - Zabiorę je. Lecz tylko w nowych, nie wypróbowanych uruketo. Malsas< wyraziła zgodę, nie ukrywając szacunku. - Są twarde i niebezpieczne, Vaintè. Jeśli młode uruketo nie zdołają pokonać oceanu, to nasza porażka będzie jednocześnie sukcesem. - Myślę dokładnie tak samo. - Dobrze. Porozmawiamy jeszcze o tym, nim wyruszysz do Alpèasaku. Teraz jestem zmęczona, dzień był długi. Vaintè pożegnała się uroczyście, a gdy tylko zamknęły się drzwi, z tru¬dem zdołała opanować podniecenie. Idąc przez miasto, myślała o przy¬szłości, a jej ruchy uwydatniały te myśli. Było w nich nie tylko podnie¬cenie, lecz także zapowiedź śmierci tak widoczna, iż przechodzące fargi szybko usuwały się jej z drogi.